Nie ma niczego lepszego od biegania boso po łące za pięknym motylem czy biedronką... zrywania bazi, bzu, stokrotek, kaczeńców, mleczy.... chodzenia po rozgrzanym od słońca, palącym w stopy piasku, kłującym ściernisku pachnącym jeszcze zbożem...albo od zapachu świeżo skoszonej trawy.....jazdy rowerem, albo na wozie drabiniastym pełnym siana albo słomy... codziennego kąpania się w jeziorze i rzece, łapania ryb, smaku pieczonych w ognisku ziemniaków, kiełbasy, chleba i raków.....od zajadania się czereśniami, jabłkami, gruszkami, śliwkami, wiśniami, truskawkami, winogronem albo porzeczkami czy rabarbarem z cukrem - jagodami, malinami, poziomkami, jeżynami nazbieranymi w lesie...zapachem grzybów....wspinaniem się po drzewach...spotkaniem na swojej drodze żuka, zaskrońca, myszy, dzika, sarny, jelenia, zająca czy lisa...śpiewu dzikich ptaków...odgłosu płynącej w strumieniu zimnej wody...puszczania z nurtem strumienia albo rzeki statków z kory lub papieru... a zimą ślizgania się po zamarzniętym i strzelającym od pęknięć lodzie na jeziorze, zjeżdżania godzinami na sankach...kuligu w lesie...bitwy na śnieżki... zasp śniegu nie do przebrnięcia....rozgrzanego pieca kaflowego w domu....no i zapachu pieczonych w piekarniku jabłek, gruszek....a na koniec ciepła rozgrzanej od pieca poduszki..... ???
.........nie ma i nigdy już nie będzie.....
Pamięci mojego tragicznie zmarłego brata Henia (20.01.1962- 30.12.1969).
Do zobaczenia!
Legenda o Marie, błękitnym aniele z wąwozu...
1962
1974


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz