Młyn i "Leśny Zameczek"
(DE siehe unten)
JESERITZ / JEZIERZYCE
Osada Jezero (słowiańskie – „jezioro”) pierwsze wzmianki o wsi znajdują się w dokumencie z roku 1226, w którym książę Barnim I potwierdza przynależność wsi do Klasztoru Cystersów w Kołbaczu (kolejne takie wzmianki o własności cystersów pochodzą z roku 1283). Mnisi z klasztoru w Kolbatz (Kołbacz) wybudowali w Jeseritz (Jezierzyce), w pobliżu ówczesnego mostu na rzece Płoni młyn wodny. W XVI wieku znajdował się tu młyn zbożowy i tkacki wraz z budynkiem mieszkalnym, stajnią, stodołą, piekarnią i warzelnią piwa. Była także owczarnia, prowadzona przez świeckich braci z klasztoru. W XVI wieku były tu już 3 młyny wodne.
Kołbacz 2015
Około roku 1780
w okolicy młyna górnego odkryto duże pokłady węgla brunatnego, powstała kopalnia,
jednak ze względu na niską opłacalność zakończono wydobycie około roku 1876
aktualna mapa....dojazd od strony ul. Pyrzyckiej lub Mostowej

Właścicielem
młyna Kellerbecker Mühle pod koniec XIX wieku był Kunibert Schlecht (odkupił go
od poprzedniego właściciela), potem przejął go jego syn Max Schlecht z żoną
Erną. Mieli oni dwie córki o imionach Ruth (która to właśnie podzieliła się ze mną opowieściami i zdjęciami) i Christa. Max Schlecht brał udział
w I Wojnie Światowej (1914-1918).
1929 r.
Kellerbecker
Mühle 1940 r.
ukochany koń Ruth Siwek

Rozkład jazdy kolejki Finkenwalde - Neumark (Zdroje - Stare Czarnowo)
link do historii o kolejach:
Kurhaus Krause, dom zdrojowy
dziś stodoła, kiedyś dom mieszkalny, w środku na ścianach
Przy młynie właściwym (na zdjęciach po lewej - wysoki, wąski budynek) znajdował się dom (środkowa część) oraz restauracja (po prawej). Podobno budynki te stały jeszcze po wojnie, potem spłonęły, resztę rozebrano. Dzieci z Jezierzyc wspominały zabawy w środku młyna przy wielkim, drewnianym kole młyńskim. Dziś są tu jedynie pozostałości cegieł i kamieni....

Nad restauracją
znajdowały się cztery pokoje gościnne służące jako nocleg dla gości z miasta. W
Kellerbecker Mühle podawano kawę (prawdziwa ziarnista, kupowana w Stettin),
soki, piwo (najczęściej Bohrisch i Elysium), ciasta oraz różne dania na obiad.
Wszystkie smakołyki przygotowywała Pani Erna (żona młynarza) - miała do
pomocy 2 dziewczyny, oczywiście Ruth także pomagała po powrocie ze szkoły.
Na obiad przyrządzano np. pieczeń wołową lub wieprzową czy szynkę (hodowali tu także zwierzęta), a czasem nawet dziczyznę kupioną od zaprzyjaźnionego leśniczego. Co ciekawe kuchnia Pani Erny wyposażona była wówczas w wielki piec z piekarnikiem i wielkimi, metalowymi drzwiczkami, ale był tam także mniejszy piekarnik elektryczny (na 1 blachę) natomiast nie było jeszcze lodówek (chłodzono blokami lodu w piwnicy). Zapachy dochodzące z kuchni były wspaniałe. W kuchni znajdowała się także wielka szafa, w której stały naczynia, jak i wszelkie inne dodatki, ozdoby używane w restauracji.
Ausflug / ojcowie na wycieczce z okazji Dnia Ojca, okolice młyna
zdjęcia z kolekcji Rita M.
odpływ wody ze stawu w kierunku młyna
Bewässerungsgraben
zdjęcie wykonał Arno w drodze do wuja Ruth
Leśny zameczek - ruiny 2012 r.

Specjalne podziękowania dla wspomagających swoimi opowieściami i zdjęciami:
Um das Jahr 1780 im Bereich der oberen Mühle wurden große Ablagerungen von Braunkohle entdeckt. Jedoch aufgrund der geringen Rentabilität des Bergbaus um das Jahr 1876 hat man sie geschlossen.
Der Besitzer der Kellerbecker Mühle im späten 19. Jahrhundert wurde Kunibert Schlecht (vom Vorbesitzer gekauft), dann übernahm die Mühle sein Sohn Max Schlecht mit seiner Frau Erna. Sie hatten zwei Töchter mit Namen Ruth und Christa. Max Schlecht nahm am ersten Weltkrieg (1914-1918) teil.
Der Weg zur Mühle lief von der Seite der Straße Mühlenbeck-Pyritz durch den Wald (jetzt Forststraße zur Jezierzyce) auf 1/3 seiner Länge wiegte die rechts ein. Derzeit völlig überwuchert (ungepflegt). In der Nähe standen noch 3 andere Häuser, eines steht noch heute (es sieht wie eine Scheune aus).
Diese riesigen Säulen, die als Eintrittspforte diente, führten zu dem Gelände des Schneider Wittenhagen (die liegen heute noch an dieser Stelle). Offenbar war es eine große Villa.
Bei der Mühle (auf den Bildern ganz links zu sehen - ein hohes, schmales Gebäude) stand noch das Haus (Mittelteil) und ein Restaurant (ganz rechts Fachwerkhaus).
Max und Erna Schlecht, lebten zusammen mit ihren Töchtern im zentralen Teil der Gebäude - es war ein Wohnhaus mit Kinderzimmern oben und im Erdgeschoss befand sich noch ein Zimmer und das Büro. Das Haus wurde von Kachelöfen beheizt. Wenn man durch die mittlere Tür (die Tür in der Mitte der Gebäude) in den Korridor eintrat, konnte man rechts abbiegen, die Tür führte dann zu einen kleinem Esszimmer (Gaststube) mit sechs Tischen und Stühlen. Dort gab es auch ein Herd, direkt neben dem großen Saal mit großen Fenstern (auf dem Foto ganz links zu sehen). Der Saal war auch mit vielen Tischen und Stühlen ausgestattet. Anscheinend gab es dort einen großen Metallofen (Heizkörper), damit könnte man den Saal ganz schnell aufwärmen.
Hier stand auch ein Holzregal (drehbar), auf dem befanden sich die Produkte zum kaufen: die Postkarten, Schokolade, Liköre, Biere, Getränke und Wasser in Flaschen, etc.. Auf der Rückseite hingen in dem Schrank die Maßkrüge und stand auch ein Fass voll Bier (vorher im Keller gekühlt). Das Bier goß man durch einen Hahn an der Oberseite ein. In dem Saal fanden auch Vorführungen von Filmen statt, dazu gehörten während des Krieges die Projektionen von "Wochenschau" -aktuelle Informationen von der Front.
Zdjęcie szkolne Christa i Ruth
1936 (siostry)
1936 (siostry)
(Schwestern mit Mutter)
siostry z mamą w lesie, okolice młynaChrista
ukochany koń Ruth Siwek

Christa i Ruth 1933 r.
Christa,
Jutta, Ruth, Bärbel - Kellerbecker Mühle 1933 r.
Święto (Umzug in Mühlenbeck), powozi Max Schlecht, w środku
siedzi Ruth obok mamy, wiatrak reklamujący firmę Maxa stał później przed jego
restauracją jako ozdoba, a wiatr poruszał łopatami. Nie da się nie zauważyć, że machają nazistowskimi horągiewkami.
Goście
docierali tu busem lub pociągiem (Kleinbahn do pobliskiej stacyjki Kellerbecker Mühle).
W budynku stacyjki znajdowały się jedynie ławki do siedzenia, a okienko do
sprzedaży biletów funkcjonowało jedynie latem, by odciążyć konduktora.
Po
drugiej stronie drogi znajdował się Kurhaus Krause, w którym ludzie wypoczywali
po przebytych chorobach. Przy szosie stali często okoliczni mieszkańcy
sprzedając „owoce lasu" (grzyby, jagody, maliny ).
bilet kolejowy / Fahrkarte
Eisenbahnstation / stacyjka Kellerbecker Mühle
Rozkład jazdy kolejki Finkenwalde - Neumark (Zdroje - Stare Czarnowo)
W latach 80tych chodziliśmy jeszcze do szkoły wzdłuż
tych torów...
link do historii o kolejach:
http://jezierzyce242.blogspot.com/2012/03/mieszkancy-jeseritz-korzystali-z-2.html
Młyn Kellerbecker Mühle
Młyn Kellerbecker Mühle
Kurhaus Krause, dom zdrojowy
pozostałości bramy wjazdowej do Kurhaus Krause (dom
zdrojowy) (hier stand KK)
pozostałości stacji kolejowej Kellerbecker Mühle / Kłobucko 2012
droga Śmierdnica - Stare Czarnowo
dawna droga schodząca do młyna od strony stacyjki 2012 r.
W pobliżu stały
jeszcze 3 inne domy, jeden stoi do dziś (wygląda jak stodoła, a był to dom
mieszkalny). Te ogromne słupy, które służyły za bramę wjazdową (leżą do dziś na
swoim miejscu), prowadziły do posesji krawca Wittenhagena .
Podobno była
to duża willa
strumyk w okolicy domu Wittenhagen, zima 1940
słupy Wittenhagen 1991 r.
Wittenhagen 2012 r.
zima 2009
dziś stodoła, kiedyś dom mieszkalny, w środku na ścianach
są nadal pozostałości lamperii, rok 2009
rok 2012
Przy młynie właściwym (na zdjęciach po lewej - wysoki, wąski budynek) znajdował się dom (środkowa część) oraz restauracja (po prawej). Podobno budynki te stały jeszcze po wojnie, potem spłonęły, resztę rozebrano. Dzieci z Jezierzyc wspominały zabawy w środku młyna przy wielkim, drewnianym kole młyńskim. Dziś są tu jedynie pozostałości cegieł i kamieni....

Kellerbecker Mühle 2012
Keller / Piwnica
hier stand die Mühle / tu stał młyn
Keller / Piwnica
hier stand die Mühle / tu stał młyn
pozostałości młyna głównego, tu stał ten najwyższy, wąski budynek, w którym kręciło się ogromne koło młyńskie napędzane wodą doprowadzaną z jeziora...
Max i Erna
Schlecht wraz z córkami mieszkali w środkowej części – był to dom
mieszkalny z pokojami dziecięcymi na górze, na dole były pokój i biuro. Dom
ogrzewany był przy pomocy pieców kaflowych. Wchodząc do korytarza środkowymi drzwiami,
można było skręcić w prawo - drzwi prowadziły do małej jadalni (Gaststube) z
sześcioma stołami i krzesłami, stał tam także piec kaflowy, dalej w prawo duże
drzwi prowadziły do wielkiej sali z dużymi oknami (widoczne na zdjęciu), także
wyposażonej w stoły i krzesła.
Stał tam także
duży, metalowy piec (dmuchawa), którym można było tę salę bardzo szybko
ogrzać oraz drewniany, obracany "regał", na którym znajdowały
się produkty do kupienia : pocztówki, czekolady, likiery, piwa, napoje i woda w
butelkach, itp. - na odwrocie wisiały kufle a w szafce umieszczano beczkę z
piwem (chłodzoną wcześniej w piwnicy), które nalewano przez kranik na górze. W
sali odbywały się także projekcje filmów, a w trakcie wojny projekcje
„Wochenschau” - filmy propagandowe z bieżącymi informacjami z frontu Kellerbecker Mühle.
Na
miejscu można było także nabyć znaczki, a wypisane pocztówki wrzucano do
wiszącej przy wejściu do domu skrzynki pocztowej (zdjęcie). Listonosz z urzędu
pocztowego w Płoni (gdzie wujek Ruth był naczelnikiem), przyjeżdżał tu
codziennie około godz. 14tej, by je odebrać i ewentualnie dostarczyć pocztę
(paczuszki, listy).
na zdjęciu właściciel Max Schlecht
na ścianie obok drzwi widoczna skrzynka pocztowa
wybrane pocztówki z Kellerbecker Mühle
Ansichtskarten
Ansichtskarten
wysłana 11.8.1919 r.
Na obiad przyrządzano np. pieczeń wołową lub wieprzową czy szynkę (hodowali tu także zwierzęta), a czasem nawet dziczyznę kupioną od zaprzyjaźnionego leśniczego. Co ciekawe kuchnia Pani Erny wyposażona była wówczas w wielki piec z piekarnikiem i wielkimi, metalowymi drzwiczkami, ale był tam także mniejszy piekarnik elektryczny (na 1 blachę) natomiast nie było jeszcze lodówek (chłodzono blokami lodu w piwnicy). Zapachy dochodzące z kuchni były wspaniałe. W kuchni znajdowała się także wielka szafa, w której stały naczynia, jak i wszelkie inne dodatki, ozdoby używane w restauracji.
2012 r. nic nie pozostało z tego pięknego miejsca
pozostałości naczyń z restauracji
Z kuchni restauracyjnej można było wyjść na zewnątrz
wprost do murowanej , przysypanej z góry ziemią piwnicy, której ruiny widać do
dziś (zdjęcie poniżej). Prowadziły do niej ogromne drewniane drzwi. W środku
znajdowały się różne półprodukty (kupowane w okolicy), produkty żywnościowe,
wino itp. W drewnianych skrzynkach przywożono specjalnie podłużne bloki lodu
(podobno z browaru), które pomagały zapewnić odpowiednią temperaturę –
substytut lodówki.
piwnica 2009
Nieopodal
znajdowała się druga piwnica, w której przechowywane były kartofle. W
pobliżu stały jeszcze budynki gospodarcze i stajnia dla koni (widoczne na
niektórych zdjęciach i pocztówkach).
pozostałości po zabudowaniach gospodarczych
W restauracji
pracował tylko jeden kelner, w przypadku weekendu, czy też większych imprez
brano do pomocy 1- 2 pomocników z innych restauracji. Właściwie restauracja
była czynna głównie latem, gdy przyjeżdżali tu na weekendowy wypoczynek
mieszkańcy Stettina, zimą niewiele się tu działo.
Wiosną i latem
na zewnątrz, na utwardzonym podłożu (wybrukowane) stały przed restauracją stoły
i krzesła, przy pięknej pogodzie goście siedzieli na zewnątrz pijąc piwo lub
kawę i jedząc pyszne ciasta.
Restaurant / Restauracja
W dzień święta
„Himmelsfahrt” (Wniebowstąpienie Pańskie, 39 dni po Niedzieli Wielkanocnej, zawsze
czwartek) przychodzili tam dorośli mężczyźni (dzień ojca). Wychodzili z
domów wczesnym rankiem, zbierali owoce lasu (np. maliny), potem odsprzedawali
je w restauracji, a za otrzymane pieniądze kupowali piwo i wódkę, świętując do
wieczora. Odbywały się tu także potańcówki.
Na wiosnę
(zwłaszcza w Zielone Świątki) chłopcy z Jeseritz zrywali rosnące w okolicy
kwiaty - przylaszczki i konwalie, aby sprzedawać bukiety gościom
restauracji za 5 Pfennigów.
Ausflug / ojcowie na wycieczce z okazji Dnia Ojca, okolice młyna
zdjęcia z kolekcji Rita M.
przylaszczka, typowy kwiat, znajomi Niemcy zasadzili
go w swoim ogrodzie na wspomnienie tego miejsca...
inne kwiatki nadal rosnące w tym miejscu
21.04.2012 r.
konwalie rosnące w okolicy
także były zbierane
W Kellerbecker
Mühle posiadali już wówczas telefon (podobno w Jeseritz był jeszcze np. u
Burmistrza Grabsa i u Priegnietza , w gospodzie „Unter den Linden” - Pod
Lipami). Telefon we młynie miał numer „Hohenkrug 206”, połączenie można było
uzyskać przez centralę w Hohenkrug (Zdunowo / Płonia) i dalej przez Stettin.
Max Schlecht w
trakcie swojego gospodarowania w młynie skupował zboże od okolicznych rolników
(jeździł wozem), następnie mielił je na mąkę i odsprzedawał mieszkańcom
Jeseritz, jak i piekarzom z okolic, od Jeseritz (Jezierzyce) po Buchholz (Płonia), a
nawet Altdamm (Dąbie).
Młynarz Max
Schlecht, a bezpośrednio za nim młyn po lewej, po prawej na dole pokój, biuro - nad nimi sypialnia i pokój dziecięcy.
Wewnątrz
budynku młyna, w piwnicy znajdowało się drewniane koło młyńskie, zamontowane na
metalowych szynach, które napędzała woda doprowadzana do młyna betonowym
rurociągiem (zdjęcie), aż z Wendschen See (Staw Wielecki) . Gdy wody było
wystarczająco dużo, spadała ona pod młyn na koło napędzając je, potem
odprowadzana była do strumyka, który płynął dalej w stronę wsi, aż do rzeki
Płoni przy Baumgarts Steg (Krzywy mostek). Woda wydrążyła nieckę pod kołem nie dziwi więc nazwa "Młyn piwniczna niecka".
Jak mówiła Ruth, było ono wykorzystywane jedynie do mielenia tzw. szrotu, natomiast do mielenia zboża na właściwą mąkę, stosowana była turbina elektryczna, w którą później wyposażono młyn (woda nie wystarczała).
Jak mówiła Ruth, było ono wykorzystywane jedynie do mielenia tzw. szrotu, natomiast do mielenia zboża na właściwą mąkę, stosowana była turbina elektryczna, w którą później wyposażono młyn (woda nie wystarczała).
Wendschen See, Staw Wielecki
pocztówka udostępniona przez Dorian W.
Staw Wielecki 2012 r
odpływ wody ze stawu w kierunku młyna
Bewässerungsgraben
ciśnienie naturalnie tłoczyło wodę dalej
przez żelbetonowy rurociąg, aż do młyna...napędzając koło młyńskie
Młyn posiadał 3 ciężkie koła młyńskie, mielące zboże na mąkę - dwa leżą jeszcze do dziś w tym miejscu, nie sposób ich podnieść, więc się zostały.

przyłącze doprowadzające wodę do koła młyńskiego, w tym miejscu stał młyn
główny
die Mühle
miejsce po młynie 2012 r.
die Mühle
Jak powiedziała
mi Pani Janina, która często jako dziecko odwiedzała to miejsce, budynki
stały jeszcze po wojnie, a w młynie można było chodzić po belkach, było tam
nadal koło młyńskie i wielka wyrwa pod nim, w której znajdowała się woda. Pewnie dlatego młyn nazywał się Kellerbecker Mühle - młyn piwniczna niecka.
Młyn posiadał 3 ciężkie koła młyńskie, mielące zboże na mąkę - dwa leżą jeszcze do dziś w tym miejscu, nie sposób ich podnieść, więc się zostały.
koła młyńskie
W trakcie wojny
we młynie pracowali przymusowi robotnicy z Polski – Kazimir (zapewne Kazimierz)
i Marta. On przed wyzwoleniem pojechał z Niemcami w okolice Hamburga, ale
podobno po uwolnieniu przez wojska angielskie wrócił tu, później wyjechał w
okolice Poznania. Marta natomiast nie chciała już pod koniec wojny pracować,
buntowała się i mówiła często, że niedługo przyjdą jej wyzwoliciele (wzbudzając niemałe zdziwienie właścicieli) – została
we młynie aż do wyzwolenia.
Podobno po
wojnie mieszkali tu przybyli Polacy, ale w późniejszym czasie już nikogo tu nie było, a
budynki popadały w ruinę, zostały rozebrane na części (podobno też podpalone).
na zdjęciu Kazimierz przewożący dzieci
Woda
przepływająca przez młyn płynęła dalej w stronę wsi…..
Co ciekawe, nie
było przed wojną mostka, który znajduje się aktualnie nad strumykiem przy końcu
ulicy Mostowej (wówczas Kellerbeckerstr.), a woda płynąca od strony młyna
tworzyła w tym miejscu strumień, szeroki na 3 m i głęboki na jakieś 30cm. W
miejscu tym znajdowało się jedynie przejście (kładka) dla pieszych, więc nie
można było przejechać w stronę młyna bez brnięcia w wodzie. Konie często nie
chciały przejeżdżać przez tę wodę, a mieszkańcy Jeseritz wybierali wówczas do
młyna drogę okrężną.
Arno pamięta
nawet przypadek, gdy jego ojciec przy pomocy koni i długiego łańcucha musiał
wyciągać auto, które nieszczęśliwie ugrzęzło w błocie, przy próbie przejazdu
przez to rozlewisko.
rok 2012

w tym miejscu woda zalewała drogę
ciekawy napis na moście "nie rzucim
ziemi skąd nasz ród"
Ruth
uczęszczała do szkoły podstawowej w Jeseritz podobnie jak inne dzieci z
wioski – od 6 do 10 roku życia, później uczęszczała do szkoły średniej dla
dziewcząt - Elisabethschule w Stettin przy Hakenterrasse (Szczecin,
Wały Chrobrego). Do szkoły uczęszczało wówczas aż 800 dziewcząt!
nauczyciel z rodziną przed szkołą Jeseritz
Ruth zaczyna przygodę ze szkołą 1933
Christa zaczyna przygodę ze szkołą 1936
uczniowie przed szkołą rok 1912
die Schule zu Jeseritz
die Schule zu Jeseritz
po lewej Günther z prawej Arno (możliwe, że z prawej blondynka z kokardami to Christa)
pozostałości po szkole rok 1974
rok 2012, szkoła stała w miejscu tego niskiego domu po
lewej
Do kościoła
chodzili w Mühlenbeck (Śmierdnica) do pastora Schwarza, ale konfirmowana (odp.
naszej I Komunii Świętej i Bierzmowania) była w kościele zamkowym w
Stettin (Szczecin - Schloßkirche).
W domu zdrojowym odbywało się nauczanie religii, tzw Bibelstunde .
(dziś blok w Jezierzycach)
Kurhaus Kiefernhöhe (Erholungsheim dom zdrojowy)
Kunibert
Splettstösser odkupił także od Ferdinanda Kostmanna (znanego z poprzedniego
opowiadania trębacza sztabowego z Jeseritz ), stojący nieopodal młyna dom zwany
„Waldschlößchen” lub „Heideschlößchen" – Leśny zameczek (oddalony o jakieś 150m).
Kostmann wybudował go w latach 1913/1914. Kunibert podarował dom córce
Katherinie Splettstösser (siostra Maxa). Był to dla niej dom letniskowy, więc
odwiedzała go jedynie czasami - dom nie miał ogrzewania.
Waldschlößchen / Heideschlößchen
Waldschlößchen / Heideschlößchen
Ruth i Bärbel z dziadkiem
Splettstöser (wcześniejszy właściciel młyna) i wujkiem Klausem
Książka o trębaczu sztabowym Ferdinandzie Kostmannie,
którą czytano w szkole w Jeseritz.
Po zboczu od strony młyna prowadziły do domu kamienne schody, na zboczu
leżały liczne kamienie.
Wejście do domu znajdowało się więc z prawej strony, na wprost młyna. W
domu na parterze znajdowały się trzy pokoje, mała kuchnia i weranda, przez
którą wychodziło się na taras (od strony muru, gdzie rosły drzewa). Na parterze
znajdowała się także mała piwnica, której otwór widoczny jest w podłodze do
dziś.
Na pierwszym piętrze były dwa pokoje, mniejszy z balkonem nad werandą (w
nim mieszkała ciocia Ruth) i większy, okrągławy pod wieżyczką. Były tam trzy
duże, zaokrąglone (jak i ściana) okna, a przez dzrzwi wchodziło się na schody
prowadzące do wieżyczki, z której rozpościerał się przepiękny widok na las i
Jezierzyce. Tam właśnie trębacz Ferdinand Kostmann grywał wcześniej na trąbce.
Na tarasie przed domem rosły cztery piękne drzewa (np kasztan), które jak widać
na zdjęciach zachowały się do dziś. Na stoku dookoła domu rosły w rzędach
drzewa owocowe, warzywa i kwiaty. Ślady uschniętych nieco drzewek owocowych
można także nadal łatwo tu odnaleźć.
link do
historii trębacza kostmanna:
Leśny Zameczek,
widoczne na zboczach drzewka owocowe piękne zdjęcie przekazała Ruth
kamienie wskazujące drogę w górę z młyna do zameczku
nadal leżą...
Leśny zameczek - ruiny 2012 r.
łatwo rozpoznawalne 4 drzewa rosnące tuż za murem

zima, grudzień 2009
Ciekawe wspomnienia Ruth:
Okolica nadal
prezentuje się przepięknie. Słychać płynący strumień i śpiewające ptaki,
kwitną piękne kwiaty i tylko zabudowań i ludzi już nie ma. Warto wędrując w tej
okolicy wybrać się w miejsce gdzie stał kiedyś piękny "zameczek" i
ogromny młyn, by dotknąć choćby leżących tam od dziesiątek lat kamieni…
Polecam także
zamieszczony na mojej stronie, jako uzupełnienie tej opowieści, film nakręcony
wiosną 2012 roku, ukazujący w całej krasie opisywane powyżej miejsca.
Specjalne podziękowania dla wspomagających swoimi opowieściami i zdjęciami:
Ruth, Rita,
Arno, Günther i Pani Janina.
Um das Jahr 1780 im Bereich der oberen Mühle wurden große Ablagerungen von Braunkohle entdeckt. Jedoch aufgrund der geringen Rentabilität des Bergbaus um das Jahr 1876 hat man sie geschlossen.
Der Besitzer der Kellerbecker Mühle im späten 19. Jahrhundert wurde Kunibert Schlecht (vom Vorbesitzer gekauft), dann übernahm die Mühle sein Sohn Max Schlecht mit seiner Frau Erna. Sie hatten zwei Töchter mit Namen Ruth und Christa. Max Schlecht nahm am ersten Weltkrieg (1914-1918) teil.
Der Weg zur Mühle lief von der Seite der Straße Mühlenbeck-Pyritz durch den Wald (jetzt Forststraße zur Jezierzyce) auf 1/3 seiner Länge wiegte die rechts ein. Derzeit völlig überwuchert (ungepflegt). In der Nähe standen noch 3 andere Häuser, eines steht noch heute (es sieht wie eine Scheune aus).
Diese riesigen Säulen, die als Eintrittspforte diente, führten zu dem Gelände des Schneider Wittenhagen (die liegen heute noch an dieser Stelle). Offenbar war es eine große Villa.
Bei der Mühle (auf den Bildern ganz links zu sehen - ein hohes, schmales Gebäude) stand noch das Haus (Mittelteil) und ein Restaurant (ganz rechts Fachwerkhaus).
Max und Erna Schlecht, lebten zusammen mit ihren Töchtern im zentralen Teil der Gebäude - es war ein Wohnhaus mit Kinderzimmern oben und im Erdgeschoss befand sich noch ein Zimmer und das Büro. Das Haus wurde von Kachelöfen beheizt. Wenn man durch die mittlere Tür (die Tür in der Mitte der Gebäude) in den Korridor eintrat, konnte man rechts abbiegen, die Tür führte dann zu einen kleinem Esszimmer (Gaststube) mit sechs Tischen und Stühlen. Dort gab es auch ein Herd, direkt neben dem großen Saal mit großen Fenstern (auf dem Foto ganz links zu sehen). Der Saal war auch mit vielen Tischen und Stühlen ausgestattet. Anscheinend gab es dort einen großen Metallofen (Heizkörper), damit könnte man den Saal ganz schnell aufwärmen.
Hier stand auch ein Holzregal (drehbar), auf dem befanden sich die Produkte zum kaufen: die Postkarten, Schokolade, Liköre, Biere, Getränke und Wasser in Flaschen, etc.. Auf der Rückseite hingen in dem Schrank die Maßkrüge und stand auch ein Fass voll Bier (vorher im Keller gekühlt). Das Bier goß man durch einen Hahn an der Oberseite ein. In dem Saal fanden auch Vorführungen von Filmen statt, dazu gehörten während des Krieges die Projektionen von "Wochenschau" -aktuelle Informationen von der Front.
Man konnte hier
auch Briefmarken kaufen und dann die ausgefühlten Postkarten am Eingang zu dem Haus hängenden Briefkasten reinwerfen. Der Postbote vom Postamt in Buchholz (wo
auch der Onkel von Ruth ein Vorsteher war) kam hier jeden Tag um die
Mittagszeit so gegen 14 Uhr. Er hat die Postkarten abgenommen und konnte auch
Briefe, Päckchen usw. für die Bewohner
mitbringen.
Oberhalb des Restaurants gab es vier Zimmer für die Übernachtung von Gästen aus der Stadt. In der Kellerbecker Mühle wurden damals Kaffee (echte Bohnen, gekauft in Stettin), Säfte, Biere (meistens Bohrisch und Elysium), Gebäck oder auch Speisen zum Abendessen serviert. Alle Köstlichkeiten waren von Frau Erna vorbereitet. Dabei haben auch zusätzlich 2 Mädchen geholfen, Ruth half auch nach der Rückkehr von der Schule.
Zum Mittagessen hat man hier zum Beispiel gebratenes Rindfleisch, Schweinefleisch oder Schinken (auch von hier gezüchteten Tieren) vorbereitet. Manchmal gabs sogar ein Wildbret, gekauft von einem befreundeten Förster. Interessant ist, Frau Ernas Küche war mit einem großen Backofen (große Metall-Tür) ausgestattet. Es gab hier auch einen kleineren Elektroofen (1Platte) – leider gab es noch keine Kühlschränke. Die Gerüche aus der Küche waren wunderbar. In der Küche gab es auch einen großen Schrank, in dem das Geschirr und anderes Zubehör, sowie auch Dekorationen für das Restaurant vorbehalten wurden.
Aus der Küche konnte mann direkt nach draußen gehen, dort befand sich ein Keller (von oben mit Erde bedeckt) deren Ruinen heute noch zu sehen sind (Foto). Dort führt die riesige Holztür hin.
Mittendrin gab es verschiedene Teilerzeugnisse (gekauft in der Umgebung, vom Bauern), Lebensmittel, Wein, etc.. In Holzkisten befanden sich speziell hier gebrachten längliche Eisblöcke (offenbar aus der Brauerei), die geholfen haben die richtige Temperatur zu halten (war ein Ersatz für den Kühlschrank).
Ganz nah befand sich der zweite Keller, wo zB. Kartoffeln eingekellert waren. In der Nähe standen auch Nebengebäude und Stallungen für Pferde (auf einigen Bilder und Postkarten zu sehen).
In dem Restaurant arbeitete ein Kellner, aber nur für das Wochenende. Zur größeren Veranstaltungen wurden zusätzlich 1 oder 2 Assistenten aus anderen Restaurants zu Hilfe geholt. Eigentlich war das Restaurant im Sommer so richtig geöffnet. Dann kamen viele Stettiner zum Wochenendurlaub. Im Winter war hier nicht so viel los.
Im Frühjahr und Sommer standen vor dem Restaurant auf der Bodenfläche (gepflastert) Tische und Stühle. Bei schönem Wetter saßen die Gäste drausen, tranken Bier, Kaffee oder haben auch leckere Kuchen gegessen.
Am Feiertag "Himmelfahrt" (Christi Himmelfahrt, 39 Tage nach Ostersonntag, immer ein Donnerstag) kamen hier erwachsene Männer - zum „Vatertag”. Sie gingen aus ihren Häusern in den frühen Morgenstunden, sammelten Waldfrüchte (z.B. Himbeere), verkauften sie im Restaurant und erhielten Geld dafür. Davon kauften sie Bier und Wodka. Dann feierten die Männer bis in die Abendstunden. Es wurde auch getanzt.
Am Frühling (vor allem zu Pfingsten) Jungs aus Jeseritz haben hier die Blumen gepflückt Leberblümchen und Maiglöckchen - um dann die Blumensträuße an die Gäste des Restaurants für 5 Pfennig zu verkaufen.
Oberhalb des Restaurants gab es vier Zimmer für die Übernachtung von Gästen aus der Stadt. In der Kellerbecker Mühle wurden damals Kaffee (echte Bohnen, gekauft in Stettin), Säfte, Biere (meistens Bohrisch und Elysium), Gebäck oder auch Speisen zum Abendessen serviert. Alle Köstlichkeiten waren von Frau Erna vorbereitet. Dabei haben auch zusätzlich 2 Mädchen geholfen, Ruth half auch nach der Rückkehr von der Schule.
Zum Mittagessen hat man hier zum Beispiel gebratenes Rindfleisch, Schweinefleisch oder Schinken (auch von hier gezüchteten Tieren) vorbereitet. Manchmal gabs sogar ein Wildbret, gekauft von einem befreundeten Förster. Interessant ist, Frau Ernas Küche war mit einem großen Backofen (große Metall-Tür) ausgestattet. Es gab hier auch einen kleineren Elektroofen (1Platte) – leider gab es noch keine Kühlschränke. Die Gerüche aus der Küche waren wunderbar. In der Küche gab es auch einen großen Schrank, in dem das Geschirr und anderes Zubehör, sowie auch Dekorationen für das Restaurant vorbehalten wurden.
Aus der Küche konnte mann direkt nach draußen gehen, dort befand sich ein Keller (von oben mit Erde bedeckt) deren Ruinen heute noch zu sehen sind (Foto). Dort führt die riesige Holztür hin.
Mittendrin gab es verschiedene Teilerzeugnisse (gekauft in der Umgebung, vom Bauern), Lebensmittel, Wein, etc.. In Holzkisten befanden sich speziell hier gebrachten längliche Eisblöcke (offenbar aus der Brauerei), die geholfen haben die richtige Temperatur zu halten (war ein Ersatz für den Kühlschrank).
Ganz nah befand sich der zweite Keller, wo zB. Kartoffeln eingekellert waren. In der Nähe standen auch Nebengebäude und Stallungen für Pferde (auf einigen Bilder und Postkarten zu sehen).
In dem Restaurant arbeitete ein Kellner, aber nur für das Wochenende. Zur größeren Veranstaltungen wurden zusätzlich 1 oder 2 Assistenten aus anderen Restaurants zu Hilfe geholt. Eigentlich war das Restaurant im Sommer so richtig geöffnet. Dann kamen viele Stettiner zum Wochenendurlaub. Im Winter war hier nicht so viel los.
Im Frühjahr und Sommer standen vor dem Restaurant auf der Bodenfläche (gepflastert) Tische und Stühle. Bei schönem Wetter saßen die Gäste drausen, tranken Bier, Kaffee oder haben auch leckere Kuchen gegessen.
Am Feiertag "Himmelfahrt" (Christi Himmelfahrt, 39 Tage nach Ostersonntag, immer ein Donnerstag) kamen hier erwachsene Männer - zum „Vatertag”. Sie gingen aus ihren Häusern in den frühen Morgenstunden, sammelten Waldfrüchte (z.B. Himbeere), verkauften sie im Restaurant und erhielten Geld dafür. Davon kauften sie Bier und Wodka. Dann feierten die Männer bis in die Abendstunden. Es wurde auch getanzt.
Am Frühling (vor allem zu Pfingsten) Jungs aus Jeseritz haben hier die Blumen gepflückt Leberblümchen und Maiglöckchen - um dann die Blumensträuße an die Gäste des Restaurants für 5 Pfennig zu verkaufen.
Auf der anderen Seite der Straße gab es ein Kurhaus - Krause, in der sich die Menschen nach Krankheiten erholten. An der Straße standen in der Saison die Dorfbewohner und verkauften die selbst gesammelten Früchte des Waldes (Pilze, Heidelbeeren, Himbeeren).
In der Kellerbecker Mühle gab es schon damals ein Telefon
(offenbar war in
Jeseritz noch ein Telefon, bei dem Bürgermeister Grabs und Priegnietz Gasthaus
"Unter Den Linden"). Rufnummer von Kellerbecker Mühle war
"Hohenkrug 206”. Die Verbindung
ging durch die Zentrale in Hohenkrug und
dann weiter nach Stettin.
Max Schlecht hat während seiner Verwaltung der Mühle von den umliegenden Bauern Getreide gekauft (Einkaufswagen fuhr durch die Umgebung), dann hat er es gemahlen und das so entstandene Mehl für die Bewohner von Jeseritz oder auch weiter an die Bäcker aus Jeseritz, Buchholz und sogar Altdamm verkauft.
Max Schlecht hat während seiner Verwaltung der Mühle von den umliegenden Bauern Getreide gekauft (Einkaufswagen fuhr durch die Umgebung), dann hat er es gemahlen und das so entstandene Mehl für die Bewohner von Jeseritz oder auch weiter an die Bäcker aus Jeseritz, Buchholz und sogar Altdamm verkauft.
In der Mitte der Mühle wurde im Keller ein riesiges, hölzernes Mühlrad auf Metallschienen montiert. Das Wasser wurde hier durch eine lange Betonrohrleitung aus dem Wendschen See geleitet. Wenn das Wasser hoch war, bewegte sie das Rad der Mühle, dann floß das Wasser als Bach weiter in die Richtung von Jeseritz, bis zum Plöne Fluss (bei Baumgart’s Steg). Wie auch Ruth sagte, Wasser wurde damals nur zum mahlen von Schrot benutzt. Im Gegensatz zum mahlen von Getreide, für das richtige Mehl wurde eine elektrische Turbine verwendet. Damit wurde aber die Mühle erst später ausgestattet (Wasser war nicht ausreichend).
Frau Janina erzählte, dass wenn sie noch als Kind nach dem Krieg den Ort besuchte, die Gebäude standen hier immer noch und in der Mühle war auch das Mühlrad da und unten einen großen Bruch voll Wasser. Die Mühle war mit 3 schweren Mühlräden (aus Stein) ausgestattet, zwei davon liegen immer noch hier.
Während des Krieges arbeiteten in der Mühle sowie im Dorf Zwangsarbeiter aus Polen. Kasimir (Kazimierz) und Marta haben in der Mühle geholfen. Kasimir kam mit uns (dem Treck) --Ruth erzählt-- nach Nindorf ---Schleswig Holstein---(Kreis Dithmarschen) und wurde dort von den Engländern abgeholt und wieder nach Polen zurückgeschickt. Die Marta ist in der Mühle bis Ende des Krieges geblieben.
Offenbar nach dem Krieg die Polen lebten auch hier, aber zu einem späteren Zeitpunkt war hier schon niemand da und die Gebäude waren in einen schlechtem Zustand, dann auch ganz abgebaut.
Das Wasser floss durch die Mühle weiter in die Richtung des Dorfes. Interessanterweise derzeit am Ende der Kellerbeckerstrasse gab es noch keine richtige Brücke (heute schon). Wasser floss hier also ganz breit und bildete 3 m breiten und etwa 30 cm tiefen Bruch. Der einzige Übergang für Fußgänger war einen Steg. So war es nicht möglich den Bruch "trocken" zu übergehen. Pferde wollten oft nicht durch dieses Wasser und Einwohner von Jeseritz wählten lieber einen Umweg zur Mühle(übers Mühlenbeck).
Arno erinnert sich sogar an einen Fall, wo sein Vater mit Hilfe von Pferden und langen Ketten ein Auto, welches im Schlamm versunken war, rausziehen musste.
Ruth besuchte die Grundschule in Jeseritz (von 6 bis 10 J. alt), wie auch die anderen Kindern aus dem Dorf. Hier wurde auch das Buch „Die Geschichte des Stabstrompeters Kostmann” gelesen. Danach besuchte sie die Mädchenmittelschule - Elisabethschule in Stettin an der Hakenterrasse. Die Schule besuchten damals bis zu 800 Mädchen!
In die Kirche ging es damals nach Mühlenbeck ( Pastor Schwarz), aber konfiermiert wurde Ruth in der Schloßkirche -Stettin.
Kunibert Schlecht hat auch von Ferdinand Kostmann (bekannt aus dem Buch „Stabstrompeter Kostmann”), in der Nähe der Mühle liegenden Haus, genannt "Heideschlößchen” (oder auch Waldschlößchen) gekauft. Kostmann hat das Haus um etwa 1913/1914 erbaut. Kunibert schenkte das Haus seiner Tochter Katherinie Splettstößer (Schwester von Max). Es war für sie nur ein Sommerhaus, war nur manchmal besucht, hatte auch keine richtige Heizung.
DerF Fußpfad (Steintreppe) aus dem Hause führte zu der Mühle runter und an den Seiten lagen viele Steine, so dass man den Weg heute noch gut erkennen kann.
Der Eingang zum Haus war also auf der rechten Seite zu der Mühle. Im Erdgeschoss gab es drei Schlafzimmer, eine kleine Küche und Veranda, die auf der Terrasse heraus kam (bei der Mauer, wo die Bäume wuchsen ). Hier gab es auch einen kleineren Keller (heute ist da immer noch ein Loch im Boden zu sehen). Im ersten Stock waren zwei Schlafzimmer. Ein kleineres Zimmer mit Balkon über die Veranda (hier lebte die Tante von Ruth) und ein größeres Zimmer unter dem Aussichtsturm drei großen, abgerundeten Fenstern, die Tür und die Treppe die zum Turm führten. Der Ausblick auf den Wald und das Dorf Jeseritz war herrlich . Genau hier spielte der Ferdinand Kostmann seine Trompete. Die Musik konnte man sogar im Dorf gut hören.
Auf der Terrasse vor dem Haus wuchsen vier schöne Bäume (z.B. eine Kastanie), die bei der Mauer bis heute immer noch dort stehen (Foto). An dem Abhang rund um das Haus wuchsen Obstbäumen, Gemüse und Blumen. Die Obstbäume kann man heute noch erkennen.
Die Gegend sieht immernoch schön aus. Man hört das nah fließende Bächlein, singende Vögel, Blumen blühen wunderschön, nur Menschen und Gebäude gibt es hier nicht mehr….
Es lohnt sich an diesen Ort zu kommen, wo früher ein schönes Haus (Schlößchen) und eine große Mühle gestanden haben. Hier liegen auch seit Jahrzehnten Steine die alles gesehen haben
(link - Film aus Kolbatz 1979)
(link - Film aus Kellerbecker Mühle 2012)
Vielen Dank für die Mithilfe an:
Ruth, Rita, Astrid, Arno, Günther, Jörg, Janina.
Histria wsi opisana dokładnie w Encyklopedii Szczecina (Pomeranica.pl)
http://encyklopedia.szczecin.pl/wiki/Jezierzyce
http://encyklopedia.szczecin.pl/wiki/Jezierzyce